As Sifah, czyli plażowanie z dzieckiem w Omanie

Pomimo że nie jesteśmy typem plażowiczów, to podróż do ciepłego kraju nie mogła obyć się bez chociaż 2-3 dni spędzonych nad morzem. W Omanie byliśmy prawie 3 tygodnie i w dodatku była z nami roczna Natasza, więc bardzo chcieliśmy przeznaczyć trochę czasu na pobyt nad wodą. Nie po to, żeby leżeć plackiem i się opalać, ale po to, by móc rozbić namiot nad samym morzem, robić długie spacery, fotografować,  kąpać się, moczyć nogi małej i bawić się z nią w piasku. 

Tak zawsze wygląda moja wizja przed wyjazdem. Zawsze zapominam, że pobyt nad morzem z namiotem jest dosyć uciążliwy i bardzo szybko się nudzi. W poszukiwaniu pięknych i pustych plaż przyjechaliśmy do miejscowości As Sifah, oddalonej od stolicy ok. 60 km. Droga zajęła nam jednak ok. 1,5 godz., z uwagi na liczne serpentyny i bezdroża. Spodziewaliśmy się kameralnego, trochę turystycznego nadmorskiego miasteczka. Okazało się, że na miejscu biega tylko mnóstwo kóz i osłów i ciężko spotkać człowieka w godzinach sjesty. Funkcjonowały tam jakieś 3 małe sklepiki otwarte tylko na kilka godzin. Trochę ciekawiej robiło się pod wieczór, kiedy to ludzie zaczęli wychodzić do meczetów na modlitwę, a chłopacy grali w piłkę nożną na plaży. Wiele osób pewnie ucieszyłoby się z takiego odludzia, jednak my czuliśmy się dosyć znudzeni i na dłuższą metę i zaczynało nam brakować podstawowych artykułów dla dziecka.

Najlepszym miejscem do rozbicia namiotu przy miejscowości As Sifah jest plaża znajdująca się na północ od wioski. Zwykle w tym miejscu znajdują się 2-3 namioty. Przeważnie są to lokalsi, np. ze stolicy. My czuliśmy się tam bezpiecznie, a robiąc sobie 15 minutowy spacer docieraliśmy do sklepiku we wiosce. Niestety, nawet w takim mało gwarnym miejscu mocno daje się we znaki ich podejście do kwestii czystości. Śmieci rzucane bezmyślnie na plaży bardzo nas frustrowały. Zostaliśmy zaproszeni przez pewną młodą parę do ich grilla. Po zjedzeniu po prostu wstali i odjechali, zostawiając wszystko na piasku.

Grudzień nie jest w Omanie najlepszym miesiącem na kąpiel w morzu. Miejscami było nam trochę za zimno ze względu na silny wiatr. Jeśli chcecie się wybrać tam pod namiot z dzieckiem, to pamiętajcie, że nie ma tam żadnej infrastruktury dającej cień. Miejscami ratowaliśmy się skałami, a nawet własnym samochodem. Krajobraz jest tam raczej mało urozmaicony. Pomimo że zabawa w pisaku to cudowna sprawa i spędziliśmy tam fajny czas razem, to szybko zaczynają doskwierać takie niedogodności, jak wszędzie wlatujący piasek, ciągle spadające na ziemie jedzenie i podnoszenie wszystkiego do buzi przez dziecko. Mała jak tylko trochę się pomoczyła to od razu siadała w piach i była cała w błocie. Proces czyszczenia się przed wejściem do namiotu kosztował nas utratę zapasów wody pitnej. Oczywiście, każda kąpiel w słonej wodzie niesie za sobą chęć wzięcia prysznica, co również było niemożliwe. Pakując cały sprzęt z powrotem do auta, nasypaliśmy sobie tyle piasku do środka, że towarzyszył nam on do końca podróży.

Nie oznacza to oczywiście, że odradzamy wizytę nad morzem w Omanie bądź też, że odradzamy wizytę nad morzem z dzieckiem. Trzeba się jednak do tego dobrze przygotować i obmyślić patenty. Najlepszym rozwiązaniem jest chyba jednak zaplanowanie plażowania w ramach wycieczki z jakiegoś pobliskiego miejsca, w którym śpimy, np. w ramach couchsurfingu/ hostelu lub z dostępem do prysznica. Takim miejscem było dla nas miasto Sur w następnej części naszej podróży. W Surze można zostać na trochę dłużej, nacieszyć się malowniczym miasteczkiem i na pół dnia pojechać na pobliskie plaże, szczególnie że całkiem niedaleko znajduje się Ras al Hadd, czyli plaża, na której można obserwować żółwie znoszące jaja.

 

1 Comment

  1. Ewa
    3 marca 2018

    Świetne fotki Olka ?

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *